Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróg Numer Jeden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróg Numer Jeden. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2013

Oswajanie islamu

Karolina "Nieckałke" Nieckarz





Świat po zamachach 11. września uległ zdecydowanej zmianie i wiemy o tym wszyscy. Mój wpis miał ograniczyć się do spostrzeżeń, jakie różnice w postrzeganiu muzułmanów zaszły na świecie, lecz chyba nawet średnio zorientowany człowiek potrafi wyobrazić sobie trudności, z którymi borykają się islamiści. Fakt jest taki, że w świecie zachodu muzułmanie nie mają łatwo, a z problemem można sobie radzić na różne sposoby. Przykładowo - niedawno w USA ruszyła kampania Mój Dżihad, która ma za zadanie ocieplić wizerunek islamistów i zagadnienie „świętej wojny” sprowadzić do egzystencjalnych rozterek, czy... problemu nieśmiałości.
Twórcy kina również sięgają po tę tematykę usilnie zapewniając, iż pamiętamy -muzułmanin też człowiek, a Amerykanie może i torturowali więźniów ale cóż - co się stało, to się nie odstanie (więc nakręćmy o tym film). Jednym z pierwszych tego typu produkcji, które odniosły komercyjny sukces, był film Mata Whitecrossa i Michaela Winterbottoma Droga do Guantanamo (2006). Dokument o więźniach osadzonych za podejrzenia o związki z Al-kaidą i torturowanych na wszelakie sposoby wstrząsnął publicznością. Mniej więcej pięć lat po zamachach zaczęto zastanawiać się, kto tak naprawdę stoi po ciemnej stronie mocy i zauważać, że nie każdy arab to terrorysta. 
Po ten, nie ukrywajmy, chwytliwy temat sięgnęło nawet Bollywood. W 2010 Karan Johar wzruszył nas piękną historią autystycznego mężczyzny, ruszającego w podróż do prezydenta Stanów Zjednoczonych, by przekazać mu ważną wiadomość, brzmiącą: „Nazywam się Khan i nie jestem terrorystą” (Nazywam się Khan). 
Najbardziej znanym przykładem ostatnich czasów jest oczywiście film Kathryn Bigelow Wróg numer jeden obrazujący polowanie na Osamę Bin-Ladena, oraz ówczesną sytuację biednych agentów CIA, którzy - no cóż - nie mieli wyjścia i musieli troszkę „popracować” nad swoimi informatorami. Film zdobył tyle nominacji do wszelakich nagród, że pewnie producenci już teraz zacierają ręce, na myśl o kolejnych fascynujących i przynoszących zyski projektach o tematyce terroryzmu.
Można wysnuwać tezy, że społeczeństwo jest już zmęczone ciągłymi doniesieniami z frontów wojennych, że buntuje się przeciwko niesprawiedliwości i wykluczeniu. Że, najzwyczajniej w świecie chce żyć w pokoju i zaakceptować naszych islamskich braci i siostry. Równość, przyjaźń, braterstwo...
Owszem, idąc tropem bohatera filmu Karana Johara możemy dzielić ludzi jedynie na dobrych i złych, a pozostałe aspekty odłożyć na bok. (Nie)stety ciężko o zrozumienie, kiedy muzułmanin, działacz na rzecz wizerunku społeczności islamskiej w Nowym Jorku obcina żonie głowę, bo zażądała rozwodu. Trudno o tolerancję i akceptację, gdy podczas maratonu bostońskiego giną ludzie. Na próżno szukać logiki w „wojnie z terroryzmem”, którą wypowiedział kraj, gdzie dostęp do broni jest absurdalnie prosty i w którym każda kolejna masakra w szkole, czy sali kinowej to jedna za dużo. 

Na koniec - jeśli mielibyście wątpliwości, czy idea walki z terrorem jest skuteczna, polecam jeden z odcinków vloga Mariusza Maxa Kolonko (oraz zachęcam do obejrzenia innych, poświęconych tematyce islamu). On mówi jak jest :)