niedziela, 14 kwietnia 2013

Wymarłe pokolenie

Czyli w czym MTV jest podobne do gum Turbo

Karolina Żebrowska




Pierwszy sierpnia, 1981 rok. Samo południe. Swoją działalność rozpoczyna stacja MTV, która przez ponad dwie następne dekady kształtować będzie świadomość, poglądy i styl życia milionów nastolatków na całym świecie. Na szczyty popularności wzbijają się Britney, Christina i Justin. Na ulicach królują odsłonięte brzuchy z kolczykami w pępkach, kolorowe warkoczyki we włosach i ultraseksowne dżinsowe dzwony. Piosenki, które pojawiają się na antenie Muzycznej Telewizji, w przeciągu kilku dni stają się największymi hitami. Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne muzyczne stacje. Powstaje z lubością używane przez badaczy kultury określenie „pokolenie MTV”.

Starsi bulwersują się demoralizującymi teledyskami. Młodsi tym bardziej manifestują swoją miłość do poruszających ich serca i umysły bitów. Zamykają się w pokojach obwieszonych plakatami z Bravo i nucą (często łamaną angielszczyzną) teksty ulubionych artystów. Wszyscy tych samych…


W ramach ciekawego przerywnika, żebyście nie
zmęczyli nieprzyzwyczajonych do czytania oczu - młoda Christina Aguilera.


Dziś wspominamy te czasy z nostalgią, lekkim rozrzewnieniem, ale nie bez odrobiny rozbawienia. W końcu teraz jesteśmy ponadto – takie masowe zjawiska nas nie dotyczą. Gdy MTV hulała w najlepsze, została nieoczekiwanie i brutalnie zrzucona z piedestału przez nowoczesną, innowacyjną witrynę - YouTube. Dlaczego mamy słuchać wszyscy tego samego, skoro możemy znaleźć miliard interesujących nas artystów, o których inni nie słyszeli? Dlaczego mamy zachwycać się tym, co uwielbia nie pasująca do naszego imidżu grupa społeczna?



MTV jest doskonałym przykładem stopniowej zanikania wpływu telewizji na zjawiska społeczne, czy też zanikania samych zjawisk, kreowanych przez telewizję właśnie. Jeszcze parę lat temu to medium tak silnie oddziaływało na konkretne kręgi kulturowe, że było to widoczne nawet gołym okiem. MTV lansowało nie tylko muzykę, ale modę, zachowanie i typ osobowości. Wykreowało nastolatka samodzielnego,  modnego, chadzającego na dyskoteki i – co ważne, zwłaszcza w polskim kontekście - rozmiłowanego w Ameryce i wszystkim, co z nią związane. Stworzona została społeczność z jednej strony hermetyczna – bo przeznaczona tylko dla oglądających, a więc mających dostęp do konkretnego kanału – z drugiej zaś otwarta i rozległa, wziąwszy pod uwagę, że obejmowała ogromną ilość młodzieży w szerokim przedziale wiekowym, pochodzącą z rozmaitych środowisk.

Może właśnie ta dziwna solidarność, unifikacja gustów i zainteresowań budzi w nas melancholijną tęsknotę. W dobie Internetu jesteśmy ważnymi osobowościami - tworzymy własne muzyczne listy, dodajemy „do ulubionych” teledyski. Położony jest duży nacisk na „moje”.  Ważne jest to, co JA udostępniam na mojej tablicy. Jak często, z ręką na sercu, przesłuchujecie do końca utworu, który na Facebooka wstawiają wasi znajomi? Jak często w ogóle klikacie na magiczny czerwony prostokącik z białym znaczkiem?

Prawda jest brutalna – króluje indywidualność. „MTV umarło”, chciałoby się sparafrazować pewnego wąsatego myśliciela. Owszem, tęsknimy za MTV tak, jak tęsknimy za gumą do żucia z naklejkami czy Milky Way Magic Stars, ale nie pragniemy powrotu tej stacji do świetności, nie szukamy podobnych do niej alternatyw. Nie próbujemy łączyć różnych grup kulturowych w jedno. Słuchający dubstepu raczej nie czekają na ckliwe zjednoczenie z hipsterami, którzy z kolei gardzą muzycznym mainstreamem. Tyczy się to również – oczywiście - mody. Wszechobecne ostatnimi czasy szafiarki, biegające po mieście z włosami zrobionymi na „ąbr”, mijają się z ludźmi wyższej kultury i sztuki, którzy na ich widok poprawiają nerwowo pasek od skórzanej torby z bazarku i okulary w grubych oprawkach.

A jeszcze parę lat temu to wszystko było takie łatwe i oczywiste – jedno medium potrafiło złączyć te czynniki w całość i wypluć je wszystkie naraz, oferując przyswajalny i atrakcyjny typ człowieka. I chyba właśnie przez tę niesamowitą siłę oddziaływania MTV – które teraz próbuje odbić się od dna nieambitnymi reality show i nastawia się na zaszokowanie widza osobistościami typu Snooki, bo przecież telewizja kocha rozwiązłe, agresywne idiotki o ciętym języku – mamy do tej stacji taki sentyment na długo po tym, jak przestaliśmy ją namiętnie oglądać.

Na koniec ładna fraza, żeby oddać cześć tym wszystkim godzinom spędzonym przed szklanym wtedy jeszcze ekranem – MTV, to dawne, prawdziwe MTV, na zawsze pozostanie w naszych sercach…

Wpisujcie miasta w komentarzach. [*]





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz