niedziela, 10 marca 2013

Środek przekazu sam jest przekazem

Czy, czy ciągle i o co w ogóle chodzi?
*Karolina Przeklasa*

Twórcą tej tezy jest Herbert Marshall McLuhan (1911 - 1980), kanadyjski teoretyk komunikacji, który swoimi – często zagadkowymi i niejasnymi – ideami dotyczącymi wpływu mediów na człowieka, zdobył w latach 60. XX wieku popularność na całym świecie. Miała ona zresztą szybko przeminąć. Dopiero po jego śmierci kult McLuhana przybrał ponownie na sile, gdy zauważono, że tworząc pojęcia takie jak „globalna wioska” antycypował Internet. Niewątpliwym sukcesem tego uczonego jest to, że w dzisiejszym świecie, który z dnia na dzień dokonuje milowych skoków w przyszłość, ciągle się do niego odwołujemy i rwiemy sobie włosy z głowy, próbując zrozumieć co też miał na myśli. Podobnie jest z hasłem „środek przekazu sam jest przekazem” i przekonaniem Marshalla McLuhana, że to medium jest istotniejsze od treści jaką niesie.

Aby móc odnieść się do tego dosyć problematycznego – gdyby się nad nim dłużej zastanowić – pomysłu, musimy najpierw zrozumieć czym dla McLuhana jest środek przekazu i czym jest przekaz. W „Zrozumieć media” autor próbuje nam to przybliżyć. I tak: środek przekazu jest „przedłużeniem” nas samych, któregoś z naszych zmysłów, bądź ich różnorodnego zestawienia (przy czym McLuhan uważa, że zarówno telefon, jak i ubranie, czy dom, są medium), a przekazem dowolnego środka przekazu lub techniki jest „zmiana skali, tempa lub wzorca, jaką ten środek wprowadza w ludzkie życie”. To środek przekazu „kształtuje i kontroluje skalę, a także formę stosunków międzyludzkich i ludzkich działań”. Kanadyjczyk zarzuca treści (ang. content), że jest niczym „soczysty kawał mięsa przyniesiony przez włamywacza, aby odwrócić uwagę psa podwórzowego” od przekazu (ang. message), czyli prawdziwej wartości medium. Na tym etapie można jeszcze autorowi przyklasnąć – oto jest człowiek, który patrzy na współczesne mu społeczeństwo z perspektywy wielu setek czy tysięcy lat. Przecież w kontekście umiejętności podtrzymania, a później rozniecania ognia, nieważne staje się kto pocierał czyje drewienka i dlaczego. Czy też – moje przeszukiwanie internetu w celu znalezienia dokładniejszych informacji o dzisiejszym bohaterze notki jest niczym w porównaniu z tym, że obecnie społeczeństwo w ogóle ma dostęp do niesamowitych ilości danych w zaledwie ułamek sekundy.

Niestety wydaje się, że Marshall McLuhan sam nie do końca rozumie co właśnie napisał i próbuje to dokładniej wytłumaczyć. Bo gdyby zmniejszyć zakres widzenia (a autor niestety sam to robi) i nie patrzeć już na cywilizację z perspektywy ucznia, który za trzydzieści tysięcy lat będzie próbował zrozumieć czasy nam współczesne, ale z perspektywy dzisiejszego człowieka, który próbuje zrozumieć czasy mu współczesne, to stwierdzenie, że medium jest ważniejsze od treści jaką niesie, jest co najmniej dziwaczne. I nie chodzi tu o ignorowanie istoty środka przekazu, co autor zarzuca amerykańskiemu specjaliście do spraw telekomunikacji Davidowi Sarnoffowi, który robi to w „prawdziwie narcystycznym stylu człowieka zahipnotyzowanego w wyniku amputacji i przedłużenia  siebie samego w nowej, technicznej formie”. Nie uważam też (chociaż jest to może podejście zgoła idealistyczne), aby dzisiejsze społeczeństwo składało się wyłącznie z „technicznych idiotów”. Gdy próbujemy interpretować zmiany zachodzące w naszej cywilizacji, zawsze będzie ona naszą cywilizacją, w której treść ma znaczenie.

Dodatkowo śmiem twierdzić (jednak jest coś z tego narcyzmu...), że obecnie człowiek ma wykształconą świadomość działania mediów w takim stopniu, iż potrafi wiadomość odczytać jako całość, by następnie odrzucić przekaz, jaki niesie środek przekazu (bądź zredukować go do danej składowej treści) i skupić się na jego treści właśnie oraz to w niej szukać prawdziwej wartości informacji. Dlatego nieważne, czy firma telekomunikacyjna wyśle nam maila z życzeniami urodzinowymi, czy też życzenia zostaną odśpiewane przez jej pracowników i wysłane do nas w formie linku do Youtube'a – zawsze będzie to śmieć. Chyba, że będzie mieć walory – na przykład – humorystyczne, ale wtedy zmienia się treść, będziemy zadowoleni, bo dostarczono nam rozrywki. Zupełnie inną bowiem sprawą jest to, jakie treści są interesujące w dzisiejszych syntetycznych i ekspresowych czasach, w których jeden obrazek potrafi nieść megatonowe treści, ale też w których czytanie Puszkina czy Dostojewskiego jest ciągle uważane za przejaw inteligencji.

Środek przekazu sam jest przekazem, oczywiście. Czy mamy tutaj na myśli „przekaz” jako tę McLuhanowską zmianę, którą medium dokonuje w sposobie funkcjonowania społeczeństwa, czy też to dziwne działanie, informację, którą ze sobą niesie, a która nie jest jego „treścią”. Czy jednak jest to ważniejsze od zawartości? W dzisiejszych czasach następuje powrót do sensu, próba zrozumienia „co autor ma na myśli”, a sama forma bywa wyśmiewana. Nie zgodzę się też z tym, że odbiorcy nie zdają sobie sprawy z działania środków przekazu. To jednak, jakich kolosalnych zmian dokonuje każde medium w społeczeństwie, jest czymś tak wielkim, że nie można z tym nawet rozpoczynać dyskusji. Więc czy tak? Czy nie? To zależy... od tego, co Marshall McLuhan miał na myśli.          

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Zrozumieć media Przedłużenie człowieka" autorstwa M. McLuhana w tłumaczeniu N. Szczuckiej, Wydawnictwo Naukowo-Techniczne, Warszawa 2004*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz