niedziela, 24 marca 2013

Kto strzelił pierwszy?

Czyli o miejscu dzieła skończonego w dobie nowych mediów 
~Oskar Wanat~

 
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w pamiętnym finale Gwiezdnych wojen Chewbacca, wierny kompan Hana Solo, nie otrzymał medalu za swój wkład w misję zniszczenia pierwszej Gwiazdy Śmierci? Jeśli tak, nie byliście w tym odosobnieni:






George Lucas, ojciec Gwiezdnych wojen, słynie z kontrowersyjnego podejścia do swoich dzieł, które ma w zwyczaju nieustannie 'poprawiać'. Umiłował sobie pod tym względem Starą Trylogię, gruntownie modyfikując ją aż 3 razy, wprowadzając przy tym mnóstwo kosmetycznych ulepszeń, ale nie tylko. W oryginalnych Gwiezdnych wojnach z 1977 roku przemytnik Han Solo podczas rozmowy ze ścigającym go łowcą nagród Greedo jako pierwszy oddaje strzał i jest to strzał jedyny. Modyfikując film, Lucas postanowił go nieco wybielić, więc w obecnej wersji (kupując film na DVD lub Blu-ray, taką właśnie wersję zobaczymy) to Greedo pierwszy strzela, lecz niecelnie, a wykańcza go momentalna reakcja Solo. Przykładów takich bezsensownych zmian wprowadzonych w Starej Trylogii można znaleźć sporo. Z okazji pierwszego wydania Sagi na Blu-Ray zmieniono scenę, w której enigmatyczny wtedy jeszcze Ben Kenobi odstrasza Jeźdźców Tusken zagrażających Luke'owi. By tego dokonać, sędziwy mistrz Jedi prawdopodobnie naśladuje przerażające Ludzi Pustyni zwierzę, a w obecnej wersji: wrzeszczy niczym sfrustrowany dziad. Przez to moment filmu zamiast ciekawić – niezamierzenie śmieszy. Mimo ogromu zmian dokonanych przez Lucasa, Chewbacca wciąż należnego medalu nie otrzymał. Z pomocą przyszedł dopiero Adrian Sayce, fan Gwiezdnych wojen, który z okazji 30-lecia filmu podjął się przerobienia go po swojej myśli. Jego projekt Star Wars Revisited, w którym Han znów strzela pierwszy, ujrzał światło dzienne w 2008 roku, a wieńczy go widok Chewbacci dumnie prezentującego medal na swojej włochatej piersi:




Patrząc na przykład Gwiezdnych wojen, przerabianych nie tylko przez ich twórcę, ale także przez fanów, można zadać pytanie, jak pojawienie się nowych mediów, oraz towarzyszącej im digitalizacji wyrobów kultury, wpływa na postrzeganie dzieł jako ostatecznego produktu trafiającego do obiorcy. Gdyby Adrian Sayce chciał swoją przeróbkę zaprezentować światu 30 lat temu, miałby spory problem, bo nie mógłby korzystać przy tym z Internetu oraz wszelkiej maści edytorów filmowych. Obecnie wszystko da się w miarę łatwo przerobić, a media przeplatają się nazwajem – zjawisko to nazywane jest ich konwergencją. Prominentnym tego przykładem mogą być memy internetowe, łączące w sobie na przykład cytat z jednego filmu ze zdjęciem z innego.
 
Jak jednak traktować fanowską przeróbkę Gwiezdnych wojen? Czy to wciąż t e  s a m e Gwiezdne wojny? Nawet zmiany wprowadzone przez Lucasa poważnie je zmieniły, a nigdy nie zostały nazwane 'wersjami reżyserskimi', co sugeruje, że to wciąż identyczne obrazy. Z kolei ciekawym przykładem wersji reżyserskiej jest historia Łowcy androidów (1982). Pracujący nad nim Ridley Scott ugiął się pod naporem producentów i zastosował się do sugerowanych przez nich zmian. W latach 90. udało mu się jednak wypuścić film w pierwotnym kształcie, a zaledwie dwie dodane przez niego krótkie sceny zmieniły kompletnie tożsamość głównego bohatera, a więc i wymowę całego filmu. W związku z tym nie ma obecnie jednego dzieła o nazwie Łowca androidów, jest ich aż 7 (!), między innymi dlatego, że Scott na przestrzeni lat wprowadzał drobne poprawki.

Wszelkiego rodzaju modyfikacje są także niezwykle popularne w świecie gier komputerowych. Choć większość z nich przynosi tylko drobne zmiany, często przygotowywane są mody, które całkowicie odmieniają rozgrywkę: jedna z odsłon serii Total War, rozgrywająca się w średniowieczu, doczekała się w 2009 roku potężnej modyfikacji, zmieniającej miejsce akcji na... Tolkienowskie Śródziemie. Z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo gracz może przeprowadzić nawet kampanię mającą na celu unicestwienie Jedynego Pierścienia. Z kolei twórcy Skyrim, piątej części serii The Elder Scrolls, sami pobłogosławili zajmujących się modyfikacjami fanów i udostępnili im ułatwiający to edytor.

Okazuje się więc, że w teorii upraszczające wszystko poprzez sprowadzenie do cyfrowej postaci nowe media wcale takie proste nie są. Nie tylko kwestia różnych wersji jednego dzieła jest frapująca, ale także ich autorstwo. Czy jeśli komuś spodobały się Gwiezdne wojny tylko w wersji Revisited, to powinien zdyskredytować znaczenie George'a Lucasa jako ich autora? I jak tak naprawdę wygląda fabuła Gwiezdnych wojen? No bo kto strzelił pierwszy, Han czy Greedo?


 

21 komentarzy:

  1. Kto strzelił pierwszy? Zależy od wersji.
    Moim zdaniem sam twórca ma prawo ingerować w swoje dzieło ale bym bardzo się zdenerwował, gdyby ktoś grzebał w moim dziele po swojemu. A może Lucas nie chciał dać Chewbacce medalu, pomyślałeś o tym? Może to wcale nie jest błąd, a po prostu tak reżyser uważa, lub taka jest kultura i przekonania rebeliantów, żeby Wookee'm medalu nie dawać :D albo Chewbacca po prostu nie zasłużył w taki stopniu jak Han Solo i Luke.

    A jak kogoś bardzo boli to, że Chewie nie dostał medalu to niech sobie stworzy fanpejdża "dałbym Chewbacce medal" ale wara mi od Gwiezdnych Wojen... nieważne w jakiej wersji, ważne, że od Lucasa.

    Druga sprawa jest taka, że i tak odbiorcy zadecydują, która wersja będzie pełnoprawna. Jeśli fani SW tak łatwo przełknęli zmiany to nic się nie stało. Wyobraź sobie, że po wielu latach Dostojewski postanawia nie zsyłać na karę Raskolnikowa? Myślisz, że by to przeszło? Nie. Pierwsza wersja pozostała by tą jedyną.

    PS. Brakuje mi Twojej opinii na ten temat

    OdpowiedzUsuń
  2. Opinii nie dałem specjalnie, ale skoro brakuje:

    Twórca ma prawo ingerować w swoje dzieło, a każdy inny pod takim warunkiem, że nie czerpie z tego zysków. Jednak to, co robi Lucas ze swoimi filmami, to głupota. Dlatego nie zgadzam się z tym, co napisałeś ("nieważne w jakiej wersji, ważne, że od Lucasa."), bo tego człowieka nie można już traktować poważnie, stracił kompletnie artystyczny zmysł i masakruje swoje wielkie dzieła i pod tym względem przejęcie jego dziedzictwa przez Disneya wydaje się być zbawienne. Na upartego można się też przyczepić, że Lucas nie reżyserował Imperium kontratakuje i Powrotu Jedi, a tam zmiany też są (słynny duch Anakina chociażby), więc nie liczy się z innymi, no i kilkanaście lat po premierze wycina np. aktorów, co też nie jest w porządku.
    Jasne, może nie chciał mu dać medalu. Poruszyłem tę kwestię, bo jest to sprawa często poruszana wśród fanów Star Wars, no i pisałem to oczywiście z przymrużeniem oka ;)

    Fani Star Wars wcale nie przełykają łatwo tych zmian, zresztą fanedit Revisited jest tego dowodem, a tytuł filmiku, który wrzuciłem, to wręcz powiedzenie wśród fanów Star Wars.

    (Co do Zbrodni i kary to uwielbiam tę książkę, ale za zakończeniem nie przepadam, więc byłbym jak najbardziej za ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dejm... rzeczywiście zły przykład, bo ja też nie znoszę zakończenia ;]

    Gdyby fani Star Warsów nie przełknęli łatwo zmian powstałby wielki ruch przeciwników jak tych od ACTA albo polskiego tytułu Star Treka. Ja się z wieloma głosami sprzeciwu nie spotkałem, ba! ja lubię te nowe wersje SW.

    Wiesz co jest dla mnie śmieszniejsze od wydawania odświeżonych wersji SW? Wrzucenie po roku do kin wydłużonego o 8 minut Avatara po to by zarobić więcej pieniążków... Przy SW działała raczej chęć zrobienia czegoś lepiej; w tym drugim przypadku o to, żeby hajs się bardziej zgadzał

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co, powstał nawet film People vs George Lucas, który porusza kwestie jego problemów z fanami Star Wars, więc nie masz racji, poza tym przy okazji premiery Sagi na Blu-ray i słynnego 'Noooo!' Vadera dodanego w Powrocie Jedi, głosy sprzeciwu były głośne, ale tak naprawdę Lucas w kwestii Gwiezdnych wojen jest (był?) nietykalny. Oczywiście, że można mówić, że jest twórcą i wolno mu wszystko, ale mi, oraz wielu innym fanom, nie podoba się to, co robi(ł) z marką Star Wars, a także z Indianą Jonesem. Zresztą, na pewno znasz słynny gwałt Spielberga i Lucasa na Indym dokonany w South Park. Czym innym to jest, jak nie głosem sprzeciwu? To samo z faneditami, których jest dość trochę.
    Na forum Bastionu Polskich Fanów Star Wars temat odnoszący się do wydania Blu-ray nosi tytuł: "Zmiany w Blu-ray - czyli co jeszcze Lucas zepsuje?".
    A tak jeden z Bastionowiczów skomentował postać Ahsoki Tano, obecnej w animowanych The Clone Wars: http://s5.tinypic.com/9t1v7m.jpg ;)

    Ruch fanów Star Treka zyskał rozgłos, bo dotyczy filmu, który będzie miał dopiero premierę, a i szanse na zmianę tytułu wydawały się realne, bo nie zaczęła się jeszcze kampania promocyjna. W przypadku nowych wersji Gwiezdnych wojen Lucas zazwyczaj ukazuje światu gotowe już rzeczy, a nie zapowiada zmiany rok czy dwa wcześniej. To dość istotna różnica. Poza tym, obecna sytuacja wygląda tak, że chcąc mieć Star Wars na Blu-ray musiałbym kupić najnowsze wersje, bo to jedyne wydanie, a z tego co pamiętam, to Lucas zapowiedział, że oryginalne wersje do sprzedaży już nie trafią. Ja się szczęśliwie załapałem na jedyne wydanie DVD, gdzie wrzucono pierwotne wersje jako bonus, ale martwi mnie, że Lucas wręcz je blokuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam sceny z South Park bo to serial dla prostaków ;)
      Temat trochę wyolbrzymiasz. Powołujesz się na Bastion, którym prawie nikt się nie interesuje, więc to jest dość zamknięta społeczność, za to wszystkie tematy bardzo interesują członków. To tak jakbym ja wkurzał się na postaci Nikki i Paulo z LOSTa a nikt nie będzie miał pojęcia o czym mówię. Chodzi o to, że zmiany te nie mają większego znaczenia dla odbiorców poza najbardziej radykalnymi fanami więc nie ma powodów do zmartwień.

      Ruch fanów Star Treka zyskał rozgłos bo interesuje on każdego odrobinę zainteresowanego wygłupami dystrybutorów a wcale ich (nas?) nie jest tak mało.
      Prawdziwy ruch powstałby wtedy, gdy nikt by BR nie kupił i twórcy wyciągnęliby wnioski dlaczego tak się stało. "Wydajemy starą wersje na BR? Może wtedy się sprzeda!" Proste.

      Usuń
    2. Obejrzyj, polecam ;)
      Nie wyolbrzymiam, bo nie przypisuję mu znamion wielkiego ruchu. Na co się mam powoływać, jak nie na reakcje fandomu? Bastion to akurat bardzo popularna strona, a że sam jestem fanem Star Wars, to piszę to z perspektywy fanowskiej.

      Ja Sagi na BR właśnie z tego powodu do tej pory nie kupiłem ;)
      A że każde wydanie SW się sprzeda to oczywistość, bo to przecież jedne z najpopularniejszych filmów w historii. Co nie znaczy, że muszę być z tego powodu zadowolony.

      Usuń
    3. Pamiętaj! Fandom jest najmniej wiarygodnym źródłem CZEGOKOLWIEK! Oni zawsze przesadzają :D

      Ale dyskusja powinna raczej dotyczyć samego ingerowania twórcy w swoje dzieło. Ja dalej jestem przy swoim zdaniu i nie wybaczę nikomu, kto by chciał modyfikować moje dzieło wg swojego widzimisię nawet jeśli nic na tym nie zarobi.
      Niech się weźmie prędzej za parodie, gdzie tylko Chewbacca dostaje medal

      Usuń
    4. Jędrzej, czemu ludzie sie wkurzają na postaci Nikki i Paulo? Chodzi o te diamenty? Mnie np ich odcinek w 3 sezonie sie mega podobał <3 świetnie pokazali ich historię /Kamil K

      Usuń
    5. Jędrzej, ale ja sam do tego fandomu jako tako należę, więc niestety mam klapki na oczach :D ;)

      A co do reszty - pisałem już wyżej, że się nie zgadzam. Zresztą, sam jesteś fanem memów internetowych, a czym one są (oczywiście nie wszystkie), jak nie swego rodzaju fanowską przeróbką czyjegoś dzieła?

      Usuń
    6. Kamil - jesteś mistrzem ironii <3

      No masz klapki na oczach i to widać, ale po to są właśnie te komentarze.

      Memy to zupełnie inna sprawa - przede wszystkim nigdy nie udają, że są czymś więcej niż przeróbką; po drugie, pełnią rolę (oczywiście te internetowe) rozrywkową, parodiują pewne schematy a to zupełnie co innego niż uważanie przerobionej wersji za coś ważniejszego od oryginału.

      Jest za późno na dyskusje (choć Wasz blog pokazuje, że jest jeszcze przed Teleexpresem :D) więc reszta nastąpi na Kampusie... be ready

      Usuń
    7. Co do klapek na oczach, to może porozmawiamy o Drzewie życia... ;))

      Fanedity (przynajmniej dla mnie) także pełnią rolę czysto rozrywkową jak memy, nigdy nie uznam ich za ważniejsze od oryginału. Tyle, że w przypadku Gwiezdnych wojen to sam Lucas kwestionuje oryginał, a potem kwestionuje każdą kolejną wersję, którą zrobi, więc skoro mówisz, że decyzje Lucasa trzeba szanować, to w takim wypadku mam problem, co uznać za ich oryginał.

      Usuń
  5. A, jeszcze co do Avatara - jasne, zgadzam się, ale z drugiej strony Lucas wrzuca Gwiezdne wojny w 3D do kina. A czy dodanie krzyku Vadera w Powrocie Jedi (PO CO?!) jest poprawieniem? Wybielenie Hana? Przecież to ratowanie własnej skóry pasuje do jego postaci, przynajmniej jeśli chodzi o ten moment filmu. Więc jaki w tym jest sens?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. 3D dodaje pewne wrażenia i przyjemność z oglądania. Czy jest sens wybielania Hana? Nie. Lepiej jak jest badassem... ale Lucas zdecydował i szanuje to. To jest jego dziecko

      Usuń
    3. No ale w takim razie mogę Ci odpowiedzieć, że te dodatkowo 8 minut Avatara też zapewniają pewne wrażenia i przyjemność z oglądania. A mimo to, uważam taki zabieg za zwykły skok na kasę, bo miejsce dla takich rozszerzonych edycji jest na wydaniu pudełkowym.

      Ja jego decyzji nie szanuję: pomijając sam bezsens tej zmiany, sprzedaje mi co innego pod tą samą nazwą, a podstawy jego działań pozostają dla mnie niezrozumiałe.

      Usuń
  6. Klasyka klasyką, ale wydaje mi się, że autora jednak też trzeba jakoś uszanować. Może i oszalał i kaleczy swoje dzieła - nie mi to oceniać - ale nie zmienia to faktu, że ma do tego pełne prawo. Sam to stworzył i najwyraźniej nie wszystko pasuje mu do jego wizji. Możemy w nieskończoność dyskutować o tym, czy te zmiany niszczą całą klasyczność klasyki, ale warto też zastanowić się co autor miał na myśli. Nawet zepsuty zegarek pokazuję dobrą godzinę dwa razy dziennie.

    Jakoś mało o grach. Po kwiecistym wywodzie na temat filmów poświęcasz im raptem jeden akapit. Nie wiem do końca jaka jest zamierzona konwencja bloga, ale rzuciło mi się to w oczy po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ ja go szanuję na swój sposób, jest odpowiedzialny za sześć ukochanych przeze mnie filmów, jednak to, co się stało z Lucasem, jest po prostu przykre, bo on sam nie ma za grosz szacunku do swojej twórczości. 'Nie mi to oceniać' - a komu? Dla kogo są filmy Lucasa, jeśli nie dla ludzi? Tworzy je sam dla siebie, by potem zarabiać na nich miliardy dolarów?
    Lucas jest twórcą/artystą, który zarabia na swoich dziełach, więc mam pełne prawo oceniać jego twórczość i jego działania na polu artystycznym.
    'ale warto też zastanowić się co autor miał na myśli.' - zastanawiam się od lat, co Lucas ma na myśli wprowadzając absurdalne zmiany. I do dziś nie wiem, bo oprócz kosmetycznych poprawek (które są jak najbardziej ok), wprowadza niemal same zmiany na gorsze. Chlubnym wyjątkiem jest tu zmiana wizerunku postaci Imperatora na Iana McDiarmida, który wcielał się w niego w Powrocie Jedi i Nowej Trylogii.

    Co do gier - były po prostu dodatkowymi przykładami, żeby nie skupiać się na samych filmach, blog ma tematykę obracającą się wokół szeroko pojętych nowych mediów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz jak to jest w dobie internetu ze stwierdzeniem "mam pełne prawo oceniać". :D Nie przeczę, że poprawki są głupim pomysłem, wręcz przeciwnie - krzyk Bena przyprawił mnie o palpitacje serca. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na fakt, że w morzu hejterstwa dla pomysłów Lucasa trzeba też znaleźć chociaż kropelkę zrozumienia. Może czuje, że saga nadal nie spełniła jego oczekiwań, może szuka ideału nawet w najmniejszych szczegółach, a może po prostu mu odbiło. Nie zmienia to jednak faktu, że nie powinniśmy się dzielić na obozy "za" i "przeciw", obrzucające się na wzajem butelkami łatwopalnego hejtu, a raczej usiąść przy wspólnym ognisku i podyskutować przy fajce pokoju. Howgh :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale co ma pojęcie internetowego hejterstwa (bo do niego się chyba odnosisz) do oceniania działań Lucasa? Wprowadził zmiany i je oceniam, nie będę przecież go chwalił za coś, co mi się nie podoba i co uważam za zabieg bezsensowny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu zawsze lepiej wychodzi pokazanie kija z dwóch stron, zamiast dźgania wszystkich naokoło tylko jednym końcem :D

      Usuń
    2. Z zasadzie, to notka jest bardzo obiektywna i ciężko wręcz wywnioskować, bo której stronie (jesli można tu mówić o stronach) Oskar się wypowiada. Karty odsłonił dopiero w komentarzach, wiec stwierdzenie, że ma tu miejsce "dźganie wszystkich jednym końcem" nie jest do końca zgodne z prawdą. Chociaż fakt, przydałoby się, coby wypowiedział się tutaj jakiś wielki zwolennik wszelkich Lucasowych przeróbek.

      Usuń