niedziela, 23 czerwca 2013

Słuchaj radia, poczujesz się jak jaskiniowiec!

Karolina Nieckarz

Recenzja "Radio bęben plemienny" - rozdziału opublikowanej 1964 r. pracy Marshalla McLuhana Understanding Media: The Extension of Man. W tłumaczeniu polskim Karola Jakubo­wicza została wydana przez Wydawnictwa Arty­styczne i Filmowe [Przekaźniki, czyli przedłużenie człowieka, w: M. McLuhan, Wybór pism. Warsza­wa 1975]

Marshall McLuhan to nie jakiś tam medioznawca. To nie jakiś tam ekspert. McLuhan to ikona i symbol badań nad mediami, pewna etykieta i odnośnik, na który powołują się rzesze piszących o mediach. Sięgnęłam po jego tekst „Radio bęben plemienny” z 1964 i nie zawiodłam się. McLuhan dość przystępnym językiem i używając zrozumiałych przykładów wykłada nam swoją teorię o tym medio-przekaźniku. Mam uczulenie na stricte naukowe teksty, w których połowy wyrazów nie rozumiem, a druga połowa wydaje się być mową trawą. Na szczęście McLuhan wywiązywał się w swojej pracy ze stanowiska jakie objął w loży pop-kultury i – zazwyczaj - bez zbędnych pseudointeligentnych udziwnień, jest w stanie zainteresować swoim wywodem średnio rozgarniętego czytelnika. Druga sprawa, że nie zawsze wiadomo, o co badaczowi chodzi.

Według McLuhana radio to przedłużenie zmysłów człowieka i jednocześnie powrót do pierwotnych instynktów plemiennych, w których nadajnik był zastępowany bębnem.  Porównanie jest bardzo ciekawe i przewija się w trakcie wywodu badacza. Zainteresował mnie przykład nastolatków, którzy przy słuchania radia odczuwają, według McLuhana, zarówno samotność, jak i poczucie „więzi plemiennej” z rówieśnikami. Jako niedawny nastolatek bardziej utożsamiam swoją więź plemienną z facebookiem, ale mogę sobie wyobrazić, że radio w latach 60. rzeczywiście mogło pełnić taką rolę. O zgrabnym połączeniu się tematu z zagadnieniem „globalnej wioski”, które opracował również McLuhan wspominać nie trzeba (zresztą, sam autor w pewnym momencie nawiązuje do owego terminu, klepiąc samego siebie po ramieniu).

By określić poczucie wspólnego obcowania w przestrzeni słuchowej McLuhan używa słowa Lebensraum, czyli określenia przestrzeni życiowej dla „rasy panów” używanego przez nazistów - wywnioskować można co najmniej sceptyczny stosunek badacza do tego zjawiska „współodczuwania”. W każdym razie według McLuhana programy informacyjne służą angażowaniu słuchaczy, ponieważ, cyt. „prognoza pogody interesuje wszystkich”. Według autora radio ewoluowało z medium czysto rozrywkowego, do czysto informacyjnego. To dość zabawne, ponieważ w dzisiejszych czasach można by śmiało zrównać obie te cechy, lub nawet powiedzieć, że jest zupełnie na odwrót. No, ale nie zapominajmy, że tekst powstał prawie 50. lat temu!

Według badacza radio dostarcza osobistych, prywatnych przeżyć. Porozumienie następuje na linii: autor tekstu/lektor à słuchacz. Przykładem na zaangażowanie słuchającego w przekaz jest dla McLuhana program audycja Orsona Wellesa, który informował przez radio o inwazji Marsjan na Ziemię. Ludzie po tych wiadomościach chowali się w schronach i organizowali zapasy jedzenia. McLuhan uważa, że te cechy radia, które wykorzystał Welles w celach rozrywkowych, Hitler potraktował w zupełnie poważny sposób i również dzięki nim wpłynął na ludzi. Ciężko nie zgodzić się z tą tezą.

McLuhan poświęca również fragment tekstu rozważaniom na temat rozwoju radia w kulturach piśmiennych, jak i niepiśmiennych. Ludziom, dla których pismo było elementem życia codziennego powstanie radia i jego rozwój było naturalną koleją rzeczy. Natomiast kultury bez tradycji słowa pisanego przyjęły ten wynalazek jako rewolucyjny. McLuhan w nieco abstrakcyjny tłumaczy, że pismo kształtujące rozwój osobowości jest podstawą rozwoju gospodarczego. Nie wiem, czy do końca zrozumiałam tę teorię. Wydaje się być interesująca, aczkolwiek mam wrażenie, że autor czasem zbyt zatapia się we własnych myślach, nie próbując przełożyć ich na rzeczowy język.

Wzruszyło mnie natomiast narzekanie McLuhana na zjawisko ignorancji wobec badania zjawiska przekazu radiowego. Badacz pod koniec swojego wywodu wręcz smuci się faktem, że nikt nie zauważa jak wiele radio mówi o społeczeństwie, jak ciekawym jest przykładem cofania się do czasów epoki plemiennej. Oczywiście nikt, oprócz jego samego, a jakże. Jednak spostrzegawczości McLuhanowi nie można odebrać. Podsumowując brak zainteresowania podobnymi badaniami pisze  „...powszechna nieświadomość oddziaływania tech­niki na psychikę musi być nieodłącznym skutkiem tegoż oddziaływania...” – myślę, że słowa te, wypowiedziane w dzisiejszych czasach w kontekście telewizji, czy Internetu byłyby tak samo aktualne. I dlatego właśnie zachęcam do lektury McLuhana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz